Jane English
Aborcja a pojęcie osoby[*]
Dyskusja o aborcji toczy się burzliwie dalej pomimo tego, że dwa z najbardziej popularnych stanowisk są niewątpliwie nietrafne. Konserwatyści utrzymują, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia, a w związku z tym aborcja jest morderstwem i jest moralnie niesłuszna. Nie każdy jednak przypadek pozbawienia życia człowieka jest morderstwem. W szczególności działanie w obronie własnej może usprawiedliwić nawet zabicie niewinnej osoby.
Zwolennicy stanowiska liberalnego[†] natomiast po prostu mylą się utrzymując, że ponieważ płód nie zostaje osobą do czasu narodzin, to kobieta może robić co jej się podoba ze swym ciałem. Po pierwsze, nie można robić tego, czego się chce ze swym ciałem, jeśli krzywdzi się w ten sposób innych ludzi. Po drugie, jeśli płód nie jest osobą, to nie znaczy to, że można z nim robić, co się chce. Zwierzęta np. nie są osobami, ale zabijanie lub torturowanie zwierząt bez żadnego powodu jest moralnie niesłuszne.
W centrum sztormu znalazła się kwestia, kiedy to dokładnie pomiędzy owulacją a dorosłością pojawia się osoba. Konserwatyści twierdzą, że w momencie poczęcia, a liberałowie, że w momencie narodzin. W niniejszej pracy zbadam nasze pojęcie osoby i wykażę, że żadne pojedyncze kryterium nie jest w stanie oddać pojęcia osoby oraz, że nie można podać ostrego kryterium podziału na osoby i nieosoby. W dalszej kolejności pokażę, że jeśli płód jest osobą, to aborcję można nadal w wielu przypadkach uzasadnić, a jeśli płód nie jest osobą, to zabicie go jest w wielu przypadkach niesłuszne. Te dwa rozwiązania są w dużym stopniu ze sobą zgodne. Wynika stąd, że nasze pojęcie osoby nie może i nie musi nieść ciężaru, którym zostało w dotychczasowej kontrowersji o aborcję obarczone.
I.
W debacie na temat aborcji wiele bitew toczy się o kryterium bycia osobą. Na przykład, Mary Anne Warren wymienia pięć cech (zdolność do rozumowania, samoświadomość, zdolność do złożonych form komunikowania się, etc.) mających służyć jako kryteria bycia osobą i broni tezy, że aborcja jest dopuszczalna, ponieważ płód nie podpada pod takie pojęcie osoby. Baruch Brody odwołuje się do fal mózgowych. Michael Tooley wybiera posiadanie pojęcia ‘ja’ [self] jako swoje kryterium i wnioskuje, że usprawiedliwione jest zarówno niemowlęciobójstwo [infanticide] jak i aborcja, lecz nie zabijanie dorosłych zwierząt. Po drugiej stronie, Paul Ramsey uznaje pewną strukturę genetyczną jako cechę definiującą. John Noonan preferuje bycie poczętym przez rodziców i podaje rozmaite kontrprzykłady dla innych możliwych kryteriów. Na przykład, opowiada się przeciwko uznaniu za kryterium zdolności do samodzielnego życia ponieważ zarówno noworodek jak i osoby zniedołężniałe byłyby według tego kryterium nieosobami – nie mogą wszakże żyć bez pomocy innych. Odrzuca też wszelkie kryteria odwołujące się do uczuć, jakie wywołuje dana istota u dorosłych zwracając uwagę na fakt, że takie kryterium pozwoliłoby nam na wykluczenie innych ras jako nieosób, jeśli tylko nie wywoływaliby w nas odpowiednich uczuć.
Podejścia te są ze wszech miar typowe: Przeciwnicy aborcji proponują dostateczne warunki bycia osobą, które płody spełniają, a zwolennicy aborcji w odpowiedzi wysuwają warunki konieczne dla bycia osobą, których płody nie spełniają. Oba podejścia zakładają, że pojęcie osoby można ująć w formie „kamizelki bezpieczeństwa” złożonej z warunków koniecznych i dostatecznych. Założenie to jest jednak wątpliwe. Należałoby się raczej spodziewać, że pojęcie osoby jest zlepkiem cech, z których tylko niewielką część stanowią takie cechy jak racjonalność, samoświadomość, czy bycie poczętym przez ludzi.
Jakie cechy są typowe dla osób? Na nasze pojęcie osoby składają się, po pierwsze, czynniki biologiczne – pochodzenie od ludzi, posiadanie pewnego uposażenia genetycznego, posiadanie głowy, dłoni, rąk, oczu, umiejętność poruszania się, oddychania, jedzenia, spania; czynniki psychologiczne – zdolność do odczuwania [sentience], percepcja, posiadanie pojęcia ‘ja’, własnych interesów i pragnień, umiejętność używania narzędzi, umiejętność używania języka lub systemów symbolicznych, poczucie humoru, zdolność do złości, do wątpienia; czynniki racjonalne – umiejętność rozumowania i wyciągania wniosków, umiejętność uogólniania i uczenia się na podstawie doświadczenia, umiejętność poświęcenia doraźnych korzyści na rzecz większych spodziewanych zysków w przyszłości; czynniki społeczne – umiejętność pracy w grupie i radzenia sobie z naciskiem innych [peer pressure], umiejętność rozpoznania i uznania za cenne interesów innych osób, widzenia siebie jako jednej osoby wśród innych, zdolność do współczucia, dodania otuchy, do miłości, umiejętność pracy z innymi dla wspólnej korzyści; czynniki prawne – bycie jednostką uznaną i ochronioną przez prawo, posiadanie prawa do procesowania się oraz do zawierania kontraktów, posiadanie prawa do bycia liczonym w cenzusie, posiadanie imienia i nazwiska oraz obywatelstwa, prawo do posiadania własności, do dziedziczenia, i tak dalej.
Nie chodzi bynajmniej o to, że lista ta nie jest pełna, czy też, że można znaleźć kontrprzykłady dla każdego z wymienionych warunków. Ludzie zwykle cechują się np. racjonalnością, ale osoby nieracjonalne nie przestałyby być osobami. Z drugiej strony, zaawansowany robot mógłby egzemplifikować większość tych cech, ale nie być osobą. Nie istnieją warunki konieczne i dostateczne, do których moglibyśmy się odwołać i mieć pewność, że istota [...] je spełniająca jest naprawdę osobą – istnieją tylko cechy mniej lub bardziej typowe.
Nie znaczy to oczywiście, że nie można podać warunków koniecznych czy dostatecznych. Bycie istotą żywą jest warunkiem koniecznym dla bycia osobą, a bycie senatorem amerykańskim jest warunkiem dostatecznym. O płodzie nie można jednakże powiedzieć, że spełnia warunki dostateczne, ani też że nie spełnia warunków koniecznych – znajduje się jakby w półcieniu, w którym nasze pojęcie osoby nie jest wcale jasne. Dlatego też sądzę, że nie można rozstrzygnąć kwestii, czy płód jest osobą.
[...]
Jest niewątpliwie jasne, że płód wykazuje bardzo mało z wyżej wymienionych cech, noworodek wykazuje ich więcej, a jeszcze więcej – dziecko dwuletnie. Jedną z tradycyjnych form argumentacji przeciw aborcji było wskazywanie fizycznych podobieństw płodu do dziecka. Podkreślano jego rozwój („Już ma dziesięć palców...”) bez wspominania tego, jak się od dorosłych różni (ciągle ma skrzela i ogon). Próbowano też wywoływać w nas uczucia, którymi obdarzamy tylko inne osoby („Nigdy nie będzie się śmiało... i nigdy nie zobaczy słońca”). Nie jest to bynajmniej argumentacja odbiegająca od tematu, ponieważ jej celem jest przekonanie nas, że płód spełnia tak wiele cech z tej listy, że powinien być traktowany jak osoba. Należy też zwrócić uwagę, że płód tuż przed narodzeniem wykazuje dużo więcej tych cech niż płód we wczesnych miesiącach rozwoju. Mogłoby to stanowić podstawę dla uzależnienia naszego stanowiska wobec aborcji od okresu ciąży, tak jak to uczynił Sąd Najwyższy USA.
Historycznie rzecz ujmując istniały rozmaite poglądy na to, kiedy powstaje osoba. Muzułmanie twierdzą, że 14 dni po poczęciu. Niektórzy myśliciele średniowieczni podążając za Arystotelesem, twierdzili, że uduchowienie następuje 40 dni po poczęciu w przypadku płodu płci męskiej, a 80 dni po poczęciu w przypadku płodu płci żeńskiej. W europejskim prawie cywilnym [Common Law] od XVII w. aborcja była uznawana za zabójstwo osoby dopiero po momencie, w którym kobieta po raz pierwszy czuje ruchy płodu [quickening]. Oczywiście to zróżnicowanie poglądów wcale nie jest zaskakujące. Z biologicznego punktu widzenia istota ludzka rozwija się stopniowo. Nie powinniśmy więc oczekiwać ściśle określonego czy ostrego punktu czasowego czy rozwojowego, w którym na scenie pojawi się osoba.
Z tych też powodów uważam, że nasze pojęcie osoby nie jest dostatecznie ostre i „rozstrzygające”, aby spoczywać mógł na nim ciężar rozwiązania problemu aborcji. Użycie tego pojęcia w tym celu sprowadza się do wyjaśnienia obscurum per obscurius.
II
Przejdźmy teraz do omówienia tego, jakie byłyby konsekwencje, gdyby się mimo wszystko okazało, że płód jest osobą. W swym przełomowym artykule „Obrona sztucznego poronienia” Judith Jarvis Thomson trafnie zauważa, że potrzebna byłaby dodatkowa argumentacja, aby załatać dziurę w dotychczasowych argumentacjach konserwatystów. Aby z przesłanki, że płód jest niewinną osobą wynikał wniosek, że zabijanie go jest zawsze niesłuszne, potrzebna jest jeszcze przesłanka dodatkowa, a mianowicie, że zabijanie niewinnej osoby jest zawsze niesłuszne. Ale zabijanie niewinnej osoby jest czasami dopuszczalne – w szczególności w przypadkach samoobrony. Parę przykładów powinno nam pomóc w uświadomieniu sobie naszych intuicji dotyczących kwestii samoobrony.
Załóżmy, że jakiś szalony naukowiec zahipnotyzował niewinnych ludzi, żeby wyskakiwali z krzaków i rzucali się z nożami na niewinnych przechodniów. Niewątpliwie wszyscy zgodzimy się z tym, że jeśli zostalibyście zaatakowani, to mielibyście prawo – w obronie własnej – zabić atakującego, jeśli zabicie go jest jedynym sposobem, aby uratować własne życie lub zapobiec ciężkiemu obrażeniu [injury]. Nasz osąd jest niezależny od faktu, że atakujący wcale nie żywi wobec was złych zamiarów, a sam jest tylko niewinnym pionem – a to dlatego, że gdybyście go zabili, to uczynilibyście to tylko w obronie własnej, a nie w ramach zemsty.
Jak wielkie obrażenia wolno zadać w obronie własnej? Zależy to częściowo od wielkości obrażeń, jakich się chce uniknąć: nie wolno zastrzelić kogoś tylko po to, aby uniknąć podarcia ubrania. Refleksja ta jednakże łatwo prowadzi do mylnego przeświadczenia, że obrona może co najwyżej być taka, jak grożące obrażenie, a więc, że w celu uniknięcia śmierci można zabić, lecz w celu uniknięcia podbicia oka, wolno tylko podbić oko lub uczynić coś równoważnego. Nasze prawa i obyczaje wskazują na to, że wolno zadać obrażenie trochę choć nie kolosalnie większe niż obrażenie, jakiego się chce uniknąć. W celu uniknięcia ataku, którego wynik może być tak poważny jak zgwałcenie, ciężkie pobicie czy utrata palca, wolno strzelać. W celu uniknięcia podarcia ubrania, wolno podbić oko.
Ponadto wolno zadać obrażenia tylko w stopniu koniecznym dla odstraszenia lub obezwładnienia atakującego. Nawet jeśli widzicie, że ktoś zamierza was zabić, nie wolno wam strzelać (tj. strzelanie nie będzie wówczas usprawiedliwione), jeśli moglibyście równie dobrze uratować się po prostu uciekając. Celem samoobrony jest unikanie obrażeń, a nie ich wyrównywanie.
Niektóre przypadki ciąży można potraktować analogicznie. Chociaż płód jest jako taki niewinny, to może zagrażać psychicznemu lub fizycznemu zdrowiu kobiety ciężarnej, jej planom życiowym, czy jej dobremu samopoczuciu [well-being]. Jeśli ciąża stanowi tylko znikome zagrożenie jej interesów, to samoobrona nie może usprawiedliwić aborcji. Jeśli jednakże zagrożenie jest porównywalne z ciężkim pobiciem lub utratą palca, to może zabić płód będący źródłem tego zagrożenia, nawet jeśli jest on niewinny. Jeśli zadanie mniejszej krzywdy płodowi miałoby ten sam skutek obronny, to zabicie go nie byłoby usprawiedliwione. Niestety jedyny sposób na oswobodzenie kobiety z ciąży pociąga za sobą śmierć płodu (z wyjątkiem ostatnich etapów ciąży). W ten sposób ujęcie aborcji jako samoobrony popiera tezę Thomson, że kobieta ma tylko prawo do bycia uwolnioną od płodu, nie ma natomiast prawa żądać jego śmierci.
Ujęcie to jest szczególnie pomocne, gdy rozważamy punkt widzenia kobiety ciężarnej. W literaturze przedmiotu przed ukazaniem się artykułu Thomson, aborcję często rozważano z punktu widzenia strony trzeciej: czy lekarz ma prawo wybrać między życiem kobiety a życiem płodu? Niektórzy utrzymywaliby, że ktoś, kto natknąłby się na walkę między niewinnym zahipnotyzowanym agresorem i jego równie niewinną ofiarą, nie miałby żadnego powodu, aby zabić któregokolwiek z nich w obronie drugiego. Na tej podstawie wyciągano wniosek, że koncepcja aborcji jako samoobrony uzasadnia tezę, że kobieta może sama dokonać aborcji, lecz już nie tezę, że lekarz powinien jej w tym pomóc. Sądzę, że kwestia strony trzeciej jest nieco bardziej złożona. Po pierwsze, ceteris paribus jesteśmy skłonni raczej interweniować w imieniu ofiary niż agresora. Jeśli jednak obydwie strony są niewinne, to wchodzą w grę inne czynniki. Nie ulega wątpliwości, że bez wahania ruszylibyście z pomocą swoim współmałżonkom niezależnie od tego, czy byliby stroną atakowaną czy atakującą. Jeśli zahipnotyzowany sławny skrzypek atakowałby włóczęgę, próbowalibyśmy uratować jednostkę cenniejszą dla społeczeństwa. Takie rozważania wskazują na to, że aborcja jest dopuszczalna w pewnych przypadkach.
Załóżmy jednak, że jesteście [...] staruszkami, a ponieważ pragniecie uniknąć śmierci z rąk tych niewinnych hipnotyków, więc zatrudniacie ochronę osobistą. Jeśli zostaniecie zaatakowani, jasne jest, że uznamy, iż ochroniarz działając w waszym imieniu miał prawo zabić agresora, aby uchronić was od ciężkiego pobicia. Wasze prawo do samoobrony jest tym samym przekazane ochroniarzowi działającemu w waszym imieniu. Analogicznie powinniśmy postrzegać lekarza jako osobę działającą w imieniu kobiety ciężarnej podejmującej się obrony, której ona sama fizycznie nie jest w stanie się podjąć.
Dzięki współczesnej technologii rzadkie już są przypadki, kiedy ciąża stanowi tak jasne zagrożenie fizycznego zdrowia kobiety jak agresor wymachujący nożem. Należy sobie zadać pytanie, w jaki sposób koncepcja aborcji jako samoobrony radzi sobie z sytuacjami, gdzie chodzi o naruszenia [injury] bardziej subtelne, złożone lub długotrwałe.
Rozważmy nieco wydumany przykład: załóżmy, że w momencie porwania przez zahipnotyzowanych agresorów jesteście wysoce wykształconymi chirurgami. Wasz porywacz nie ma zamiaru was skrzywdzić, lecz jedynie oddać w ręce szalonego naukowca który z kolei zahipnotyzuje was tak, że nie będziecie sobie w stanie już nigdy przypomnieć żadnego elementu wiedzy medycznej. Powstanie permanentna mentalna blokada całości waszej dotychczasowej wiedzy. W sposób automatyczny przekreśliłoby to wasze życie zawodowe, a to z kolei miałoby dalsze negatywne skutki na waszą rodzinę, związki z innymi ludźmi i wasze szczęście. Wydaje mi się, że jeśli jedynym sposobem na uniknięcie tej sytuacji jest zastrzelenie niewinnego agresora, to jesteście usprawiedliwieni dopuszczając się tego czynu. Bronicie się przed drastycznym naruszeniem waszych planów życiowych. Sądzę, że nie jest przerysowaniem twierdzenie, że niechciane ciąże (a w sposób najbardziej oczywisty dotyczy to ciąż nastolatek) często mają takie właśnie ujemne całożyciowe konsekwencje, jak utrata dotychczasowego życia w przypadku owego fikcyjnego chirurga.
Można pokusić się o naszkicowanie pewnych stanowisk dotyczących aborcji w oparciu o koncepcję samoobrony. Załóżmy, że zahipnotyzowani agresorzy napadają tylko w nocy, oraz że powszechnie wiadomo, iż można uniknąć ataków, jeśli tylko godzi się na znaczącą niewygodę, a mianowicie nigdy nie wychodzić z domu po ciemku. Według jednego stanowiska, jeśli mogliście zostać w domu w nocy, a jednak dom opuściliście, to nie macie prawa do samoobrony w przypadku, gdybyście zostali zaatakowani przez jednego z zahipnotyzowanych ludzi. Jest to analogon stanowiska, że abstynencja jest jedynym dopuszczalnym sposobem uniknięcia ciąży. Inni utrzymywaliby, że powinniście zabrać ze sobą jakąś formę obrony (np. spray pieprzowy), który odstraszy zahipnotyzowaną osobę nie zabijając jej. Jeśli jednak obrona taka się nie powiedzie, to zobowiązani jesteście poddać się czekającemu Was obrażeniu niezależnie od jego stopnia. Stanowisko to odpowiada poglądowi, że wolno stosować środki zapobiegające ciąży, natomiast aborcja jest zawsze niesłuszna, nawet gdy stosowane środki antykoncepcyjne zawiodą.
Trzecie stanowisko głosi, że wolno zabić zahipnotyzowanego człowieka tylko w sytuacji, gdy Was zabije, ale nie w sytuacji, gdy tylko Was zrani. Odpowiada to stanowisku, według którego aborcja jest dopuszczalna tylko jeżeli jest wymagana dla ratowania życia kobiety. Jest wreszcie pogląd, że wolno zabić agresora nawet jeśli tylko w celu uniknięcia bardzo znikomej niewygody, i nawet jeśli w pełni świadomi niebezpieczeństwa spacerowaliście ulicami, na których te ataki miały miejsce bez środków takich jak spray pieprzowy, czy jakiejś dodatkowej ochrony. Jeśli założymy, że płód jest osobą, to jest to analogon poglądu, że aborcja „na życzenie” jest zawsze usprawiedliwiona.
Koncepcja aborcji jako samoobrony pozwala nam dostrzec ważną różnicę między aborcją a dzieciobójstwem, nawet jeżeli przyjmiemy, że płód jest osobą od momentu poczęcia. Wiele osób broniło tezy, że jedynym sposobem na usprawiedliwienie aborcji bez tym samym usprawiedliwiania niemowlęciobójstwa, jest znalezienie jakiejś cechy bycia osobą, którą uzyskuje się w momencie narodzin. Michael Tooley wręcz twierdzi, że niemowlęciobójstwo jest usprawiedliwione, ponieważ naprawdę istotne cechy osób zaczynają nam przysługiwać dopiero jakiś czas po narodzeniu. Wszystkie te stanowiska koncentrują się na cechach rozwijającego się człowieka i pomijają związek między płodem a kobietą. Należy sobie jednak zadać pytanie, co by było, gdyby po narodzeniu obecność dziecka lub jego potrzeby stanowiły poważne zagrożenie jej zdrowia psychicznego i planów życiowych? Mogłaby wtedy uniknąć zagrożenia po prostu uciekając. Możliwe staje się wtedy rozwiązanie problemu, które nie pociąga za sobą śmierci dziecka. Przed jego narodzeniem takie rozwiązanie nie jest możliwe ze względu na biologiczną zależność płodu od kobiety. Narodziny są momentem zwrotnym nie dlatego, że płód obdarzony zostaje wówczas jakimiś cechami, lecz dlatego, że po porodzie kobieta może się bronić za pomocą mniej drastycznych środków niż zabicie dziecka. Zatem dzięki ujęciu aborcji jako samoobrony można usprawiedliwić aborcję bez jednoczesnego usprawiedliwiania niemowlęciobójstwa.
III
Jeśli natomiast założymy, że płód nie jest jednak osobą, czy pociągałoby to w konsekwencji pogląd, że aborcja jest zawsze moralnie dopuszczalna? Niektórzy przeciwnicy aborcji obawiają się, że jeśli płód nie jest pełnoprawną osobą, to usprawiedliwione jest traktowanie go w sposób dowolny. Nic takiego jednak z tego założenia nie wynika. Nie jest bowiem prawdą, że nieosoby nie mają żadnego statusu moralnego, choć oczywiście nie mają takich samych praw co osoby (i generalnie nie mają obowiązków moralnych), a ich interesy mogą zostać przeważone przez interesy osób. Nie znaczy to jednak, że wolno nam je traktować jak się nam żywnie podoba.
Weźmy stosunek do zwierząt za przykład. Torturowanie psów dla zabawy, albo zabijanie dzikich ptaków bez żadnego powodu jest moralnie niesłuszne. Jest to po prostu niesłuszne – nawet jeśli psy i ptaki nie mają tych samych praw co osoby. Niewielu jest natomiast ludzi, którzy uznają za moralnie niesłuszne używanie psów do eksperymentów, które mogą im w niektórych przypadkach sprawić znaczące cierpienie, jeśli uzyskane w ten sposób wyniki prawdopodobnie przyczynią się do bardzo korzystnych dla ludzi odkryć. Większość z nas również uważa, że wolno zabijać ptaki jako źródło pokarmu, a także w celu ochrony naszych plonów. Prawa ludzi różnią się zatem od tego, jak traktujemy zwierzęta, gdyż eksperymentowanie na ludziach jest moralnie niesłuszne nawet gdyby się miało okazać, że ich cierpienie przyniesie innym w przyszłości wielkie korzyści. Oczywiście można się dobrowolnie zgłosić do takiego eksperymentu, lecz byłby to czyn leżący poza sferą naszych obowiązków. Niewątpliwie natomiast każdy ma prawo odmówić bycia świnką doświadczalną.
Jak zatem rozstrzygamy, co wolno, a czego nie wolno robić w stosunku do nieosób? Jest to trudny problem i nie znam żadnego adekwatnego jego rozwiązania. Z pewnością nie chcielibyśmy np. powiedzieć, że torturowanie psów jest w porządku, gdy podsumowanie tego, jak wpływa na ludzi wypada dobrze – jeśli np. wrażliwość torturującego nie zostanie tak zachwiana, że zaczyna również źle traktować ludzi. Gdyby tak było, to nie byłoby nic złego w torturowaniu psów, jeśli tylko dokonywałoby się tego na osobności, lub jeśli torturujący mieszkałby na bezludnej wyspie lub zaraz potem zmarł i w ten sposób jego czyny nie miałyby wpływu na ludzi. Nie jest to ujęcie trafne, ponieważ cokolwiek jest podstawą do moralnego traktowania zwierząt, to musi ona być również niepodważalna [indefeasible]. Będzie musiała przybrać formę ogólnego zakazu pewnych działań, nie tylko wyważenia wpływu, jaki wywierają konkretne ich przypadki na ludzi.
Musimy rozróżnić dwa poziomy, na których możemy uwzględniać konsekwencje czynów w rozumowaniu moralnym. Tradycyjne zarzuty wobec utylitaryzmu koncentrują się wokół faktu, że uwzględniając konsekwencje tylko w poszczególnych przypadkach, operuje on tylko na pierwszym poziomie i w ten sposób utylitaryzm otwiera się na takie kontrprzykłady jak „bezludna wyspa” czy „łódź ratunkowa”, gdyż są to przypadki poważnie ograniczające konsekwencje działań.
Teorię Rawlsa można uznać za teorię typu teleologicznego, choć teleologia operuje tu już na wyższym poziomie. Wybierając z pozycji wyjściowej zasady mające regulować życie społeczne, hipotetyczni wyborcy podejmują decyzję w oparciu o całość konsekwencji, do których przyczyniłoby się przyjęcie różnych systemów reguł. Ponadto są zmuszeni wybrać taki system reguł, którego ludzie mogliby się nauczyć i stosować, bowiem teoria etyczna może funkcjonować tylko jeśli wyzwala odpowiednie odczucia i postawy wobec innych, które będą wzmacniać i umożliwiać funkcjonowanie danego zbioru zasad moralnych. Nasz zakaz zabijania ludzi funkcjonuje dzięki pewnym moralnym odczuciom takim, jak zrozumienie, współczucie, czy poczucie winy. Jeśli jednak te postawy mają tworzyć spójną całość, to prowadzą nas i dalej: wykazujemy tendencję do działań wykraczających poza nasze obowiązki, jak również współczujemy osobopodobnym nieosobom.
Kluczową rolę odgrywają tu właśnie fakty psychologiczne. Jesteśmy tak ukonstytuowani psychologicznie, że aby nasza teoria etyczna mogła być wcielona w praktykę, to musi zakazywać niektórych form traktowania osobopodobnych nieosób. Gdyby nasze reguły moralne dopuszczały traktowanie osobopodobnych nieosób w sposób, w który nie chcemy, aby byli traktowani ludzie, to podważony zostałby system uczuć i postaw wcielających system etyczny w praktykę. To dlatego właśnie zdecydowalibyśmy w pozycji wyjściowej (pomimo faktu, że zwierzęta nie są stronami w pozycji wyjściowej), że maltretowanie zwierząt jest niesłuszne w ogóle, a nie tylko w sytuacjach, o których się publicznie dowiadujemy. W ten sposób można też zrozumieć, dlaczego zwierzęta, których wygląd i zachowanie najbardziej przypominają wygląd i zachowanie ludzi, zaskarbiają sobie stosunkowo najwięcej uwagi w naszym systemie moralnym.
Sądzę również, że podobieństwo płodu do dziecka ma znaczenie moralne właśnie ze względu na „spójność postaw”. Płód na tydzień przed narodzeniem znajduje się tak blisko noworodka w naszej przestrzeni psychologicznej, że nie możemy sobie pozwolić na beztroskie traktowanie pierwszego, oczekując jednocześnie pełni uczuć opiekuńczych względem drugiego. W ten też sposób przeciwnicy aborcji odwołując się do podobieństw między płodem a niemowlęciem sięgają po swe najsilniejsze argumenty, usiłując wyzwolić w nas naszą emocjonalną więź z płodem oraz nasze uczucia dla niego. Reportaż o pielęgniarkach w Nowym Jorku, od których oczekiwano na przemian opieki na wcześniakami urodzonymi na 6 tygodni przed terminem oraz pozbywania się już zdolnych do samodzielnego życia 24-tygodniowych płodów po aborcji, to po prostu horror. Te istoty są tak bardzo do siebie podobne, że nie można od nikogo wymagać, aby je rozróżniał i traktował w tak radykalnie różny sposób.
Należy jednak pamiętać, że w pierwszych tygodniach ciąży płód bardzo różni się od osoby. Trudno wyzwolić w sobie te uczucia dla zbioru genów, pozbawionych jeszcze głowy, rąk, bijącego serca, zdolności reagowania na dotyk, czy umiejętności samodzielnego poruszania się. Owa rzekoma „równia pochyła”► między poczęciem a narodzinami nie jest tak bardzo pochyła. Nie jest zatem aż tak trudno wprowadzić tu podział. We wczesnych stadiach ciąży, aborcji nie można porównywać z morderstwem ze względów psychologicznych, ale w stadiach późnych – pod względem psychologicznym jest już od morderstwa nieodróżnialna. Innym źródłem podobieństwa jest ciągłość cielesna pomiędzy płodem a osobnikiem dorosłym. Ciała odgrywają zaskakująco kluczową rolę w naszych postawach wobec osób. Wystarczy tu przytoczyć literaturę filozoficzną dotyczącą tego, w jakim stopniu tożsamość fizyczna jest wystarczająca dla tożsamości osobowej lub też uwagę Wittgensteina, że najlepszym przedstawieniem ludzkiej duszy jest ludzkie ciało. Nawet po śmierci, kiedy wszyscy zgadzamy się z tym, że ciało nie jest już osobą, to nadal oddajemy mu szacunek w formie złożonych rytuałów. I podobnie jak nie ufamy ludziom, którzy torturują psy, tak nie ufamy ludziom dopuszczającym się nekrofilii. Stąd też uzasadnione jest nasze okazywanie szacunku dla płodu, którego ciało jest ciągłe (nieprzerwanie związane) z ciałem osoby. Stanowi to stopień osobopodobieństwa, którego zwierzęta nie osiągną nigdy.
Michael Tooley również posługuje się analogią do zwierząt. Twierdzi mianowicie, że topienie nowonarodzonych kotków jest zawsze dopuszczalne i wyciąga stąd odpowiadające wnioski o niemowlęciobójstwie. Tyle, że topienie kotków jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy ich przeżycie wiązałoby się z jakimiś obciążeniami – być może zbyt obciążające byłoby karmienie i utrzymanie sześciu dodatkowych kotów, czy też znalezienie im innych domów. Z kolei wystawienie ich na śmierć głodową sprawiłoby jeszcze więcej cierpienia niż ich utopienie. Ponieważ kotki uzyskują swe prawa niejako z drugiej ręki – zapośredniczone przez potrzebę spójności naszych postaw – ich interesy zostają często przeważone przez interesy pełnoprawnych osób. Jeśli jednak ich przeżycie nie wiązałoby się z żadną niewygodą dla ludzi, to topienie ich jest – wbrew temu, co sądzi Tooley –niesłuszne.
Z tych też względów Tooley nie ma racji jeśli chodzi o aborcję. Nawet jeśli płód nie jest osobą, aborcja nie jest zawsze dopuszczalna ze względu na osobopodobieństwo płodu. Zgadzam się z Thomson, że kobieta w siódmym miesiącu ciąży decydując się na aborcję, aby nie przekładać swej podróży do Europy dokonuje czynu moralnie niesłusznego. We wczesnych miesiącach ciąży, kiedy płód w ogóle nie jest podobny do dziecka, aborcja jest dopuszczalna kiedy tylko leży to w interesie ciężarnej kobiety lub jej rodziny. Jej racje musiałyby co najwyżej przeważyć ból i niedogodność samej aborcji. W miesiącach środkowych, kiedy płód zaczyna przypominać osobę, aborcję można usprawiedliwić tylko wtedy, gdy kontynuowanie ciąży lub narodzenie się dziecka prowadziłoby do fizycznego, psychicznego, ekonomicznego czy społecznego pokrzywdzenia kobiety. W ostatnich miesiącach ciąży natomiast aborcja jest moralnie niesłuszna (nawet przy obecnym założeniu, że płód nie jest osobą) z wyjątkiem sytuacji, kiedy ma uchronić kobietę przed poważnym kalectwem [injury] czy śmiercią.
Sąd Najwyższy USA uznaje podobną gradację w rzekomej „równi pochyłej” rozciągającej się od poczęcia do narodzin. Do tej pory w tekście tym podnosiliśmy kwestię moralnego a nie prawnego statusu aborcji. Być może jednakże, że przez wzgląd na olbrzymie fizyczne, finansowe, a niekiedy również psychologiczne koszty aborcji – środkiem prawnym, który byłby najbardziej zgodny z przedstawionym tu rozwiązaniem moralnym byłoby zaniechanie wszelkich ograniczeń, a więc tzw. aborcja „na żądanie”.
Konkludując: Po pierwsze, nasze pojęcie osoby nie wystarcza dla rozstrzygnięcia problemu aborcji – koniec końców biologiczny rozwój człowieka jest stopniowy. Po drugie, bez względu na to, czy płód jest osobą, czy też nie, aborcję można usprawiedliwić we wczesnych miesiącach ciąży (wystarczy tu chęć uniknięcia niewielkich krzywd), a trudno jest ją usprawiedliwić w jej ostatnich miesiącach (jest to możliwie tylko jeśli grozi poważnym kalectwem lub śmiercią).
[*] Artykuł pod tytułem "Abortion and the Concept of a Person" był opublikowany w Canadian Journal of Philosophy 5 (1975), 233-243. Tłumaczenie na podstawie przedruku w (red.) Louis. P. Pojman, The Moral Life (Oxford: Oxford University Press, 2000).
[†] W USA, poglądami liberalnymi określa się najogólniej rzecz ujmując poglądy tzw. postępowej lewicy i przeciwstawia się je poglądom konserwatystów. W życiu politycznym, liberałowie skupieni są wokół partii demokratycznej, konserwatyści – wokół partii republikańskiej.