Azja-Pacyfik

Aung San Suu Kyi za granicą (dodano: 2012-07-04)

Bezprecedensowa odwilż w Birmie, zwanej teraz Mjanmą, w najlepsze trwa. Przybrała oblicze odgórnej rewolucji, sterowanej przez władze w Naypyidaw, a główną siłą sprawczą zmian wydaje się być, zaprzysiężony 30 marca 2011 r., nowy prezydent Thein Sein. To on w kolejnych orędziach do narodu (narodów) zarysował wizję państwa otwartego na świat, demokratycznego i modernizującego się. Nie trzeba dodawać, że jest to dokładne przeciwieństwo wizerunku Mjanmy, jaki dotychczas mieliśmy: państwa zamkniętego, z dyktatorskimi rządami, ksenofobicznymi i łamiącymi wszelkie możliwe prawa.

Z dotychczasowych czterech wystąpień programowych prezydenta Thein Seina (30 marca i 17 sierpnia 2011 oraz 30 marca i 19 czerwca 2012) wyłaniają się nie tylko ustrojowe kontury przyszłego państwa, lecz przede wszystkim ogromne zadania i wyzwania przed nim stojące. Mjanma nie sięgnie po wytyczane sobie teraz, ambitne cele, o ile nie spełni dwóch podstawowych warunków wstępnych: nie doprowadzi do jakieś ugody politycznej pomiędzy władzami a opozycją oraz nie przyniesie pojednania z licznymi mniejszościami, z których niektóre (np. Kachin i Wa) nadal sięgają po broń, a inne (Mon, Karen) są dalekie od pełnego spokoju. Ostatnio niepokojące pod tym względem sygnały zaczęły także napływać z krainy Rakhine na pograniczu z Bangladeszem, a nawet z największego państwa związkowego - Shan. Ciągle możliwy jest tam wybuch rozruchów i walk o podłożu etnicznym (czasem, jak w Rakhine, także religijnym; zbuntowali się tamtejsi muzułmanie), z których - niestety - Birma słynęła przez minione dziesięciolecia. A one mogą podważyć ambitne cele teraz stawiane przez władze, częściowo podzielane przez opozycję.

Zdaniem prezydenta Thein Seina, „rewolucja polityczna” w kraju już się dokonała, a teraz czas na drugą fazę zmian - „rewolucję gospodarczą” (czytaj: prywatyzację i wpuszczanie obcego kapitału na wielką skalę). Oba założenia są nader optymistyczne. Owszem, 1 kwietnia 2012 r. doprowadzono do wyborów uzupełniających do Hluttaw (parlamentu), w których zwyciężyła opozycja spod znaku Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), a jej przywódczyni, noblistka Aung San Suu Kyi stała się parlamentarzystką. Jednakże prawdziwe - ponoć - wybory demokratyczne są zapowiadane dopiero na rok 2015. Co się do tej pory stanie, trudno przewidzieć.

Stan aktualny, w połowie 2012 r wygląda tak, że do Mjanmy udają się teraz istne pielgrzymki polityków ze Wschodu i Zachodu, z Azji, Europy i USA. Te ostatnie wysyłają tam, po ponad 20-letniej przerwie, swojego ambasadora, a UE pod koniec kwietnia otworzyła w Rangunie swoją ambasadę. Zamknięty dotychczas kraj gwałtownie się otwiera.

Symbolem „nowego otwarcia” niewątpliwie stały się dwie kolejne podróże Aung San Suu Kyi, która po 24 latach przerwy (z których ponad 15 przypadło na areszty domowe) udała się za granicę, najpierw do Tajlandii, a następnie do Europy, gdzie odwiedziła pięć państw: Szwajcarię, Norwegię, Irlandię, Wlk. Brytanię i Francję.

W Tajlandii przywódczyni NLD wzięła udział w azjatyckim Forum Davos w Bangkoku, a także spotkała się z przedstawicielami szacowanej tam na ponad 1,5 mln birmańskiej diaspory. Odwiedziła też największy obóz dla uchodźców na pograniczu obu państw - Mae La (łącznie jest takich 9). Do diaspory apelowała o powrót do kraju, a do obcych inwestorów o wsparcie dla zdewastowanej i zacofanej Ojczyzny.

Apele powtórzyła podczas podróży po Europie, w tym w tak dystyngowanych gronach, jak w Komitecie Noblowskim w Oslo (gdzie po 21 latach wygłosiła mowę akceptującą jej nagrodę) czy przed dwoma izbami brytyjskiego parlamentu w Westminster Hall, co dotychczas było przywilejem wyłącznie głów państw (i żadnej dotąd kobiety).

Jak na ikonę demokracji i walki o prawa człowieka przystało, nacisk położyła na „pojednanie narodowe”, przywrócenie zasad państwa prawnego oraz demokratycznych reguł. Równocześnie przypominała jednak, a zarazem przestrzegała, że „kraj jest dopiero na początku drogi” zmian, że jeszcze nic nie jest ostatecznie przesądzone, że - inaczej ujmując - od obecnych reform może nastąpić odwrót. Dlatego apelowała o wsparcie, zrozumienie i zaangażowanie - polityczne i gospodarcze. Bez niego ten przewrót, jakiego w ostatnich miesiącach w Mjanmie jesteśmy świadkami, może być przerwany, nie doprowadzony do końca. Albowiem, czego Aung San Suu Kyi już nie dodawała, ale rozumie się to samo przez się, że nigdzie i nigdy w historii przejście z totalitaryzmu i autokracji oraz autarkii ku otwartej na świat gospodarce rynkowej nie było łatwe i bezkonfliktowe. Tak przed birmańskimi władzami, jak też tamtejszą opozycją spod znaku NLD jeszcze długa i wyboista droga.

A mimo to, już można mówić o przewrocie wręcz kopernikańskim. Dlaczego? Tylko jeden przykład. Gdy w 1999 r. zmarł małżonek Aung San Suu Kyi, Micahel Aris, siedząca w areszcie domowym noblistka nie zdecydowała się opuścić kraju z obawy, że nigdy już nie zostanie do niego wpuszczona. Natomiast teraz nie tylko została wypuszczona i wróciła, ale też była przyjmowana przez głowy państw i w najbardziej nobliwych gremiach, walcząc o jak najlepiej rozumiane interesy własnego, dotychczas tak nieszczęsnego państwa. Czyżby wreszcie jasna przyszłość na horyzoncie dla Birmy/Mjanmy? Nadzieja się pojawiła. Od tamtejszych władz i opozycji, ale też od nas zależy, czy na nadziejach się nie skończy.

Redakcja: azjapacyfik@swps.edu.pl. Wykonanie strony: Stanisław Meyer, stan.meyer@uj.edu.pl.