Azja-Pacyfik

Hu Jintao w USA (dodano 2011-06-15, ostatnia aktualizacja 2011-08-04)

Stosunki amerykańsko-chińskie uchodzą ostatnio za najważniejsze na globie. W roku 2010 Chiny stały się drugą, po USA (jeśli nie liczyć UE jako całości), gospodarką świata, a przy zachowaniu ostatnich tendencji, jak mówią powszechnie przyjęte prognozy, w ciągu najbliższych 10–15 lat gospodarka chińska zajmie pierwsze miejsce. A przypomnijmy, że od 2009 r. Chiny są już najważniejszym eksporterem na świecie (wyprzedziły Niemcy), jak też posiadają największe rezerwy walutowe na globie, w początkach 2011 r. szacowane na sumę 3 bln USD. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że znaczną część tych rezerw zbudowano na handlu z USA, albowiem – według wiarygodnych danych Amerykańsko-Chińskiej Izby Handlowej – ujemne saldo USA w handlu z Chinami zamknęło się sumą (w mld USD) 269 w 2008 r., 225 w 2009 r. i 274 w 2010 r. Według danych z tego samego źródła, aż 43% ogółu ogromnego amerykańskiego zadłużenia zagranicznego należy do Chin (plus jeszcze 13% w innych krajach Azji, a pozostałe 44% na całym świecie).

Kolejny, po gospodarce, istotny wymiar stosunków amerykańsko-chińskich to zarówno współpraca, jak rywalizacja wojskowa. Chiny posiadają największą liczebnie armię na globie, liczącą 2,3 mln żołnierzy (USA – 1,6 mln), a ich wydatki na zbrojenia są wysokie i stale się powiększają. Według danych SIPRI Chiny zajmują obecnie drugie miejsce na świecie pod względem wydatków wojskowych, po USA, podczas gdy jeszcze przed dekadą były to pozycje między szóstym a ósmym miejscem. Chińska armia szybko się modernizuje, czego dowodem jest budowa w porcie Dalian pierwszego lotniskowca, jak też ujawnienie w styczniu 2011 r., zresztą akurat podczas wizyty w Chinach amerykańskiego sekretarza obrony Roberta Gatesa, najnowocześniejszego myśliwca typu stealth (J-20), ponoć niewidzialnego dla radarów. Posiadanie tej klasy sprzętu nowej generacji było sporym zaskoczeniem dla amerykańskich analityków i ekspertów.

W takim kontekście w dniach 18–21 stycznia 2011 r. doszło do oficjalnej wizyty państwowej chińskiej głowy państwa i szefa partii – Hu Jintao, która znacznie przewyższyła pod względem protokolarnym jego poprzedni pobyt w USA w 2006 r. (oficjalny obiad w Białym Domu, pierwszy wydany od 13 lat dla chińskiego przywódcy, salut z 21 dział itp.). Obie strony mają już pełną świadomość, jak są nawzajem dla siebie ważne tak jako partnerzy, jak też konkurenci. Innym dowodem potwierdzającym tę tezę jest prowadzony od grudnia 2006 r. Strategiczny Dialog Gospodarczy obu partnerów. O jego randze świadczy fakt, że po stronie amerykańskiej prowadzą go sekretarz stanu Hillary Clinton i sekretarz skarbu Timothy Geithner, a po stronie chińskiej wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę Wang Qishan oraz sekretarz w Radzie Państwowej (rządzie), doświadczony dyplomata Dai Bingguo (cała czwórka uczestniczyła w ostatnim spotkaniu tego gremium 9 i 10 maja 2011 r. w Waszyngtonie). Jak pokazuje praktyka, w spotkaniach uczestniczy większość członków amerykańskiego gabinetu oraz chińskiego rządu, co najlepiej dowodzi rangi wzajemnych stosunków.

Nowością po wizycie prezydenta Hu Jintao był komunikat, w którym określono dwustronne stosunki jako pozytywne, rozległe i rozwijające się w duchu współpracy (positive, cooperative and comprehensive), a obie strony postanowiły traktować się na zasadzie równości, co jest jeszcze jednym, ważnym sygnałem dowodzącym rosnącej siły i prestiżu Chin na świecie. Chociaż Chiny stale ze swej strony oficjalnie podkreślają, że są nadal największym państwem rozwijającym się, że dochody ich mieszkańców per capita lokują je w prestiżowych zestawieniach IMF czy UNDP na pozycjach kończących pierwszą setkę państw na globie, to równocześnie zaczynają z Chin płynąć mniej lub bardziej oficjalne sygnały dowodzące ich rosnącej asertywności na arenie międzynarodowej. Potwierdza to publikacja głośnych w ostatnich dwóch latach książek – Zhongguo Meng (‘Chiński sen’) Liu Mingfu i pracy zbiorowej Zhongguo bu gaoxing (‘Chiny nie są zadowolone’), w których jednoznacznie przekonuje się chińskiego czytelnika, że wiek Ameryki dobiega końca, a zastąpi go stulecie Azji, oczywiście z wiodącą rolą Chin. To są nowe tezy, podważające dotychczasowe koncepcje wizjonera obecnych chińskich reform Deng Xiaopinga, który nakazywał m.in., by Chińczycy działali na zasadzie tao guang yang hui, a więc ograniczali się i nie wychodzili przed szereg, jak też nie próbowali odgrywać roli lidera (jue bu dang tou). Teraz te strategiczne wizje, pod wpływem gospodarczych sukcesów, zaczynają ulegać zmianie, chociaż nadal jeszcze nie w oficjalnym stanowisku Pekinu.

Jeden z chińskich ekspertów po uznanej za udaną wizycie Hu Jintao w USA (chiński przywódca odwiedził też Chicago) określił te dwustronne relacje jako silne związki wzajemnej zależności, w których nie można sobie pozwolić na to, by były złe, ale też obie strony różnią się między sobą w tak dużym stopniu, że stosunki te nie mogą być kordialne i doskonałe. I tak chyba należałoby definiować obecnie te najważniejsze dwustronne relacje na globie: bliska współpraca, bo jesteśmy skazani na siebie (np.w kwestii Korei czy wyzwań globalnych, nie mówiąc o symbiozie gospodarczej obu tych organizmów), ale też ostrożność i chłód, bo mocno się różnimy (mamy inne ustroje i systemy wartości, co tak często daje o sobie znać czy to w kwestiach przestrzegania praw człowieka, czy Tybetu, nie wspominając o Tajwanie, jak też „najgorętszym” w ostatnim okresie zagadnieniu, jakim jest aprecjacja chińskiej waluty). Innymi słowy, jak powiada stare chińskie przysłowie: niby śpią w jednym łóżku, ale mają różne sny.

Warto jednak zwrócić uwagę, że doświadczony Henry Kissinger w obszernym tomie On China, opublikowanym w połowie maja 2011 r., wzywa obie strony do współpracy i konsultacji, a nie ostrej rywalizacji. Albowiem, w jego ocenie, tylko ta pierwsza daje szansę budowy prawdziwego ładu na świecie, także dla przyszłych pokoleń.

Redakcja: azjapacyfik@swps.edu.pl. Wykonanie strony: Stanisław Meyer, stan.meyer@uj.edu.pl.