Azja-Pacyfik

Najważniejsze wydarzenia i procesy w Azji w roku 2010 (dodano 2011-03-14)

Tajlandia: stały niepokój

Królestwo znajduje się w permanentnym kryzysie od września 2005 r., kiedy to znany biznesmen Sondhi Limtongkul zbuntował się przeciwko dawnemu koledze, premierowi Thaksinowi Shinawatra. Rozpoczął się podział na „żółte” (czytaj pro-królewskie, prowadzonego przez Sondhiego) i „czerwone” koszule (pro-thaksinowskie). Podziałów nie zakończył wojskowy zamach stanu z 19 września 2006 r., który odsunął Thaksina od władzy. Pod koniec 2008 r. żółte koszule spektakularnie zajęły oba stołeczne lotniska, co zwróciło uwagę światowych mediów. Żółte koszule zwyciężyły, a do władzy doszedł, wspierany przez obóz królewski, szef Partii Demokratycznej, Abhisit Vejjajiva. Opór wobec jego rządów doprowadził do dwóch przesileń z użyciem siły – w kwietniu 2009 r. (zginęło 2 osoby, ponad 120 było rannych, a demonstrantom w czerwonych koszulach udało się storpedować szczyt ASEAN w nadmorskiej Pattayi) oraz w kwietniu i maju 2010 r., który przybrał o wiele poważniejszy wymiar: zginęło łącznie ponad 50 osób, kilkaset zostało rannych, a blisko dwumiesięczne oblężenie stolicy przez zabarykadowanych w centrum demonstrantów zakończyło się siłową pacyfikacją przez wojsko oraz podpaleniem przez czerwone koszule 19 maja aż 36 budynków użyteczności publicznej, włącznie z gmachem giełdy, centrami handlowymi i dużymi hotelami. Wprowadzony wtedy w Bangkoku (oraz 24 prowincjach) stan wyjątkowy został utrzymany przez wiele miesięcy, a w stolicy do końca roku.

Tajlandia, wcześniej oaza spokoju i dobrobytu w Azji Południowo-Wschodniej pozostaje krajem rozdartym i podzielonym, na: stolicę i prowincję, bogatych i biednych, buddystów i muzułmanów, starą arystokrację (związaną z królewskim dworem) i nową arystokrację (pieniądza, która wyrosła w latach dynamicznych rządów Thaksina, po 2001 r.). Ta polaryzacja – polityczna, ekonomiczna, mentalna, społeczna – ciągle trwa, prowadząc kraj w ślepy zaułek. Głównych ośrodków zaangażowanych w konflikt polityczny można naliczyć co najmniej aż sześć: administracja premiera Vejjajivy, aktywna politycznie od zamachu stanu w 2006 r. Rada Królewska (czyli grono prywatnych doradców króla), wojsko (które kilkakrotnie wyciągnięto z koszar), wymiar sprawiedliwości (surowy wobec zwolenników Thaksina, bardziej wyrozumiały wobec jego przeciwników) oraz zwolennicy dawnego porządku (czytaj: utrzymania Monarchii i dawnych przywilejów), skupieni w Ludowym Sojuszu na rzecz Demokracji (People’s Alliance for Democracy – PAD), czyli żółte koszule i ich zaciekli przeciwnicy skupieni w Zjednoczonym Froncie Demokratycznym przeciwko Dyktaturze (United Front of Democracy Against Dictatorship – UDD), czyli czerwone koszule.

Nad tym wszystkim kładzie się cieniem fakt, że powszechnie szanowany 82-letni król Bhumibol Adulyadej (Rama IX), najdłużej panujący monarcha świata, jest chory, od września 2009 r. znajduje się stale w szpitalu. Innymi słowy, wyłania się problem – trudnej – sukcesji. Wszystko to razem prowadzi do konkluzji, że przed Tajlandią nadal czas niepokoju i braku stabilności, który nie wiadomo, jak długo potrwa.

Japonia: nowy gabinet, stare problemy

8 czerwca 2010 r. urząd premiera Japonii objął Kan Naoto z Partii Demokratycznej. Gabinet Kana jest drugim rządem sformowanym przez PD, odkąd partia ta wygrała wybory parlamentarne w 2009 r. i złamała długoletnią dominację Partii Liberalno-Demokratycznej, która z krótką przerwą w latach 90. rządziła krajem od 1955 r. Kan objął urząd w trudnym momencie dla PD. Poprzedni premier Hatoyama Yukio podał się do dymisji po niespełna dziesięciu miesiącach sprawowania władzy na skutek skandalu korupcyjnego z udziałem najwyższych władz partii, a także niewywiązania się z obietnicy wyborczej rozwiązania problemu amerykańskiej bazy wojskowej Futenma na Okinawie. Wyborcy pokazali PD żółtą kartkę w lipcowych wyborach uzupełniających do Izby Radców.

PD jest stosunkowo młodym graczem na japońskiej scenie politycznej, powstała w 1998 r. w wyniku połączenia się kilku ugrupowań opozycyjnych wobec PL-D. Partia kroczyła po władzę z hasłami odnowy i rozbicia układu powiązań świata polityki i aparatu biurokracji państwa, jaki charakteryzował rządy PL-D. Kariera obecnego premiera potoczyła się sposób nietypowy dla japońskich polityków. Kan trafił do parlamentu w 1980 r. jako młody outsider, bez zaplecza partyjnego i finansowego, dzięki mozolnie zdobytemu poparciu wśród organizacji samorządowych. Od tego czasu konsekwentnie głosi hasła budowy społeczeństwa obywatelskiego, decentralizacji i wprowadzenia większej przejrzystości w polityce. Kan w swoim exposé wymienił „pięć kluczowych kwestii wymagających (pilnego) rozwiązania”: 1) zepewnienie wzrostu gospodarczego – poprzez wdrożenie Nowej Strategii Rozwoju; 2) uzdrowienie finansów publicznych oraz ograniczenie marnotrawstwa w administracji; 3) reforma systemu opieki socjalnej; 4) reforma regionalna; 5) prowadzenie aktywnej polityki zagranicznej.

Odnośnie polityki zagranicznej premier potwierdził, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi leży u podstaw polityki zagranicznej Japonii, ale zarazem uznał za priorytet rozwijanie stosunków z krajami Azji – szczególnie z Chinami oraz Koreą. Kan zapowiedział także wysiłki na rzecz rozwijania stosunków z Moskwą, rozwiązania sporu terytorialnego o Kuryle i zawarcia traktatu pokojowego z Rosją. Premier nie uciekł także od problemu Futenmy i potwierdził stanowisko swego poprzednika, iż baza ta powinna być zlikwidowana, a stacjonujące w niej siły amerykańskie przeniesione na Guam.

Kan wniósł świeży powiew do japońskiej polityki. Pozostaje jednak pytanie, czy zdoła zrealizować swoje postulaty. Doświadczenia poprzednich premierów-reformatorów, w tym Koizumiego Jun’ichirō, pokazują, że zbiurokratyzowana administracja jest niezwykle odporna na radykalne reformy. Rząd Kana został poddany testowi przez Chiny i Rosję – we wrześniu doszło do incydentu z udziałem chińskiego statku i japońskiej straży wybrzeżnej w pobliżu spornych wysp Senkaku/Diaoyutai, a w listopadzie prezydent Rosji Miedwiedwiew odwiedził Wyspy Kurylskie. Wydaje się też mało prawdopodobne, aby Kanowi udało się przeciąć węzeł gordyjski Futenmy i znaleźć rozwiązanie, które zarówno uwzględniłoby interes Okinawy, jak i usatysfakcjonowało Waszyngton oraz konserwatywne siły w Tokio.

Nobel dla Liu Xiaobo

Norweski Komitet Noblowski 8 października 2010 r. ogłosił decyzję, że laureatem nagrody pokojowej jest 54-letni dysydent Liu Xiaobo, 23 grudnia roku poprzedniego skazany na 11 lat więzienia za swą „antypaństwową” działalność. To dopiero trzeci przypadek w dziejach, gdy Pokojową Nagrodę Nobla zdobywa osoba w momencie jej nadania przebywająca w więzieniu, po Niemcu Carlu von Ossietzkym (1935) i Birmance Aung San Suu Kyi (1991). W nieco podobnej sytuacji był Lech Wałęsa (1983), który jednak w momencie przyznawania nagrody w więzieniu nie przebywał. 

W uzasadnieniu nagrody dla Liu Xiaobo podano, że otrzymał ją za swą „wieloletnią walkę bez użycia przemocy o fundamentalne prawa człowieka w Chinach”. Laureat – pisarz, eseista, socjolog, wyróżnił się w dwóch momentach: w 1989 r. podczas pamiętnych wydarzeń na placu Tian’anmen odegrał kluczową rolę w wyprowadzeniu demonstrantów z placu, a w roku 2008 doprowadził do publikacji dokumentu o nazwie „Karta ‘08”, wzorowanego na głośnej niegdyś „Karcie ‘77” dysydentów z byłej Czechosłowacji. Dokument ten jest niczym innym, jak próbą zaprowadzenia w Chinach zachodniego modelu demokracji liberalnej.

Władze w Pekinie potraktowały przyznanie tej nagrody jako policzek ze strony Zachodu; tego Zachodu, który nie docenił ogromnego postępu i zmian na terenie Chin w ciągu ostatnich ponad trzech dekad. Zapewne z radością przyjęłyby, gdyby nagrodę Nobla (niekoniecznie pokojową) wręczono jakiemuś chińskiemu ekonomiście lub strategowi. Ponieważ jednak wręczono ją dysydentowi skazanemu prawomocnym, w oczach Pekinu, wyrokiem – doszło do ostrej kontrowersji dyplomatycznej i politycznej, zakrojonej, jak się wydaje, na dłuższy czas. Chodzi tu bowiem o nic innego, jak wizerunek Chin, ich prestiż oraz strategię dalszego rozwoju tego szybko zmieniającego się kolosa, nabierającego sił. Władze w Pekinie mają swoją strategię, tymczasem Liu Xiaobo, wspierany przez Zachód, proponuje inną. Stąd prognoza, że ta – ważna – kontrowersja ma znamiona długotrwałego procesu.

G-20 na szczycie w Seulu (11-12 listopada)

Powołana „na papierze” podczas spotkania G-7 (USA, Kanada, Japonia, Wlk. Brytania, Francja, Niemcy i Włochy) w 1999 r. G-20 po wybuchu kryzysu na światowych rynkach we wrześniu 2008 r. najwyraźniej zastępuje swoją „rodzicielkę”. Najważniejszym nowym elementem jest wyraźne przesunięcie akcentów w sferze gospodarczej na globie – od dominacji Zachodu (i USA) ku rosnącemu wpływowi tzw. rosnących rynków, z pierwszoplanową rolą państw azjatyckich: Chin, Indii, Indonezji i Korei Płd. (oraz Australii). Szczyt w Seulu, czwarty z kolei, potwierdził jednoznacznie, że uporządkowanie światowych finansów oraz sytuacji gospodarczej w świecie jest w tej chwili niemożliwe bez udziału i wkładu „rosnących rynków”, spośród których kluczową rolę odgrywają dwa – Chiny i Indie (w tej właśnie kolejności), oba nadal dynamicznie się rozwijające, mimo recesji w większości państw Zachodu.

Utworzona faktycznie na pierwszym szczycie w Waszyngtonie w listopadzie 2008 r. G-20, kiedy to ustalono ostatecznie jej skład, obok współpracy czterech dynamicznych „rosnących rynków” w ramach BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny), czy istniejącej od 2001 r. Szanghajskiej Organizacji Współpracy, są dowodem na dokonującą się poważną, strategiczną zmianę na światowych rynkach, prowadzącą do ukształtowania się Nowego Ładu (Ekonomicznego, a w konsekwencji może i Politycznego) na świecie. Jego najważniejsze, już uwidocznione, azymuty to: 1) utrata roli „jedynego supermocarstwa” przez USA w sferze gospodarczej; 2) powrót do multilateralizmu i kształtowanie się nowych ośrodków siły, w tym Pekinie czy w New Delhi, a więc poza szeroko rozumianym Zachodem; 3) relatywny spadek wpływów Zachodu, symbolizowany chociażby przejściem z G-7 do G-20; 4) kluczowa rola Chin, ich przemian i transformacji, wśród „rosnących rynków”, gdzie pełnią one rolę lokomotywy. Stąd też, w dalszej kolejności, pojawiają się takie kluczowe kwestie: jak dalej będzie przebiegał proces chińskiej transformacji (i kształtowanie „chińskiego modelu rozwojowego”), a w przypadku dalszych sukcesów Chin i innych „rosnących rynków” – co się stanie z – istniejącą od stuleci – dominacją Zachodu? W świetle procesów w ramach G-20, BRIC, SOW, a także – zainicjowanych przez Chiny w 2010 r. CAFTA (China-ASEAN Free Trade Agrement), której budowa ma być zakończona do końca 2014 r. oraz ECFA (Economic Co-operation Framework Agreement) między Chinami a Tajwanem, prowadząca w dalszej perspektywie do utworzenia jednego, wielkiego organizmu gospodarczego (ChRL, Hongkong, Tajwan, a może i chińska diaspora) – być może już wkrótce zasadne będzie odejście od takich pojęć jak Trzeci Świat lub „państwa pokolonialne”. Jedno jest pewne już dzisiaj: Azja, począwszy od Chin, odgrywa coraz większą rolę w światowej gospodarce, a w ślad za tym także polityce, technologii czy „miękkim oddziaływaniu” (soft power). Tego na dzień dzisiejszy nie sposób zakwestionować.

Redakcja: azjapacyfik@swps.edu.pl. Wykonanie strony: Stanisław Meyer, stan.meyer@uj.edu.pl.